JAK POKOCHAĆ SWOICH NIEPRZYJACIÓŁ?

Wybór miłości ponad nienawiść może być trudny, ale ostatecznie może stać się drogą do uzdrowienia dla nas samych i naszego społeczeństwa. 

“Lecz Ja wam powiadam: miłujcie swoich nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście byli synami Ojca waszego, który jest w niebie, ponieważ On sprawia, że wschodzi słońce zarówno nad złymi, jak i nad dobrymi, oraz posyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, jaką wy macie zapłatę? Czyż i celnicy tego nie czynią? A jeśli pozdrawiacie tylko waszych braci, co szczególnego czynicie? Czyż i poganin tego nie czyni? Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebiański.”

— Jezus z Nazaretu,  Ewangelii wg św. Mateusza

Nakaz Jezusa „miłuj swoich nieprzyjaciół” kończy Kazanie na Górze. Można to interpretować jako rozwinięcie Złotej Zasady obecnej w wielu tradycjach mądrości: „Nie czyń drugiemu, co Tobie niemiłe”. Nie odpłacaj nienawiścią za nienawiść, ale przede wszystkim kochaj – zwłaszcza gdy jest to trudne.

W dobie mediów społecznościowych niektórzy prowokatorzy celowo chcą nas zdenerwować i siać zamęt. Na przykładzie Stanów Zjednoczonych widać, jak bardzo brakuje  „moderacji treści”, zbyt często kłamstwa, gniew i nienawiść stają się wirusowe, przewyższając fakty, rozum i współczucie. To analogiczne do tego, co dzieje się w naszych układach nerwowych. Media społecznościowe stają się lub już się stały „dodatkowym migdałem mózgu” ze względu na ich zdolność do pobudzenia u nas reakcji mózgu pt.:  walka-ucieczka-zamrożenie.

Gdy „wrogowie” i nienawiść wydają się rozprzestrzeniać online bez pochamowania oraz w rzeczywistości, to czy kochanie, miłość ich jest czymś, do czego powinniśmy dążyć? A jeśli tak, w jaki sposób możemy to osiągnąć? Dodanie miłości i wspólnoty do naszego ekosystemu emocjonalnego jest odpowiednim sposobem na zahamowanie nienawiści i przemocy.

DLACZEGO MIELIBYŚMY WYBIERAĆ MIŁOŚĆ PONAD NIENAWIŚĆ?

Relacyjna koncepcja kultury sugeruje, że cierpienie to kryzys w relacjach, a przynależność jest przeciwieństwem cierpienia. Nienawiść i utrzymywanie wrogów pogłębia ból wynikający z odłączenia. Miłość i jej partnerzy – czyli współczucie, zrozumienie, bezpieczeństwo, wdzięczność oraz poczucie wspólnoty – sprzyjają przynależności, która jest przeciwieństwem cierpienia.

Innymi słowy, miłość nie jest jedynie sposobem na bycie dobrym czy na podążanie za naukami Jezusa, ale środkiem do przekształcania naszego odłączenia i cierpienia w jedność. Miłość jest kluczowa w gojeniu naszych ran. Miłość pomaga nam przetrwać i przezwyciężyć cierpienie wywołane przez naszych „wrogów” oraz przez przeciwności i niekorzystne warunki, które pojawiają się w ciągu naszego życia. Miłość pomaga nam leczyć wewnętrzne oraz interpersonalne problemy. Miłość pomaga nam przekształcać nasze relacje z tymi „wrogami”. Miłość może nawet pomóc nam wpływać na zmiany, tworzyć je: Martin Luther King Jr. i Gandhi postrzegali miłość jako mechanizm „siły duszy”, który ma potencjał do transformacji tych „nieprzyjaciół” i nieprzyjaznych warunków czy okoliczności.

Mrok nie potrafi wypędzić mroku; tylko światło może to zrobić. Nienawiść nie potrafi wypędzić nienawiści. Tylko miłość może to uczynić. Nienawiść pomnaża nienawiść, przemoc pomnaża przemoc, a twardość pomnaża twardość w spiralnej destrukcji. Łańcuchowa reakcja zła – nienawiść rodzi nienawiść, wojny rodzą nowe wojny – musi zostać przerwana, w przeciwnym razie pogrąży nas w ciemnej otchłani zagłady.

To pokrywa się ze słowami Buddy: „Nienawiść nie ustaje przez nienawiść. Tylko przez miłość nienawiść ustaje. To jest wieczne prawo.” 

Czy to nie wymaga od nas wykonywania pewnej pracy emocjonalnej?  Owszem. Życie to praca emocjonalna. Może być nam trudno empatyzować i wykazywać współczucie dla innych, gdy jesteśmy wyczerpani emocjonalnie. Nasze umysły i serca borykają się z tą przepaścią, często generując frustrację, która przytłacza poczuciem bezsilności, zwątpienia, rozpaczy i gniewu. Jednak wykonanie wymaganej pracy emocjonalnej, aby powrócić do miłości, współczucia i miłości do siebie, jest uwolnieniem, jest uzdrawiające i konieczne. Niemniej jednak, kochanie swoich nieprzyjaciół czy oponentów to rzeczywiście trudne zadanie.

Najpierw potrzeba sobie zadać pytania: „Kim lub czym dokładnie jest ten wróg?” Czy jest to ktoś, kto aktywnie lub biernie nienawidzi nas i dąży do naszego zniszczenia? Czy jest to ktoś, kto drażni nasze ego? Czy jest to ktoś, kto porusza kwestie, które nas obrażają? Czy jest to ktoś, kto stawia wyzwanie naszym pomysłom lub naszemu wyobrażeniu o sobie, naszemu rozumieniu siebie? 

Są tacy, dla których wrogiem jest każdy, kto nie robi dokładnie tego, czego od niego oczekują. Kogo lub co uważasz zatem za „wroga”?

Shantideva napisał w „Drodze Bodhisattwy”:

Dlatego, jak skarb pojawiający się w moim domu

Bez jakichkolwiek wysiłków z mojej strony, aby go zdobyć,

Powinienem być szczęśliwy mając wroga.

Bo on pomaga mi w mojej drodze do Oświecenia.

Innymi słowy, „wróg” może być nauczycielem i bodźcem do nauki, rozwoju i poprawy. Synonimem dla „miłości” jest „zrozumienie” – więc „kochanie wroga” może zacząć się od jego zrozumienia, od zachowania ciekawości i nie automatycznego reagowania nań.

„Kochaj swoich wrogów” to potężny duchowy, moralny i psychologiczny nakaz, który ma na celu rozwijanie naszej lepszej natury – ale jako ludzie wiemy, że inspiracja i nakaz nie wystarczą. Potrzebujemy wysiłku i ścieżek do pracy z nienawiścią i stawiania czoła „wrogom” w naszym świecie relacyjnym i kulturowym. Od czego możemy zacząć?.

Po pierwsze: bądźmy świadomi swoich emocji. Uważność to „świadomość obecnego doświadczenia wraz z akceptacją. Pierwszym krokiem jest zauważenie, zidentyfikowanie i rozpoznanie problematycznych emocji wywołanych przez cokolwiek lub kogokolwiek moglibyśmy nazwać „wrogiem”. Takie nazewnictwo i uważność wygaszają odruchową reakcję naszego organizmu walki-ucieczki-zamrożenie oraz domyślną sieć trybu mózgu (która skanuje problemy z przeszłości i tworzy narracyjne poczucie siebie.

Zwracanie uwagi i zauważanie, co dzieje się w Twoim sercu i umyśle, daje Ci fundament i pozwala na dialog z zagrażającymi narracjami. Poprzez kultywowanie doświadczenia samego siebie zakorzenionego w Twoim ciele i obecnym momencie, możesz lepiej radzić sobie z trudnymi emocjami zamiast natychmiast skakać do narracji, osądów, krytyki siebie i innych oraz wyciągania wniosków, które tylko umacniają fortyfikacje wobec miłości, życzliwości, poczucia wspólnoty, zdrowia i dobrobytu. Na przykład, zamiast stać się antagonistą w fabule „wroga”, możesz wziąć głęboki oddech, nazwać emocje, które się w Tobie pojawią, i dać sobie więcej przestrzeni, aby wybrać odpowiedź lub całkowicie jej zaniechać. Kiedy ktoś próbuje uczynić z Ciebie „partnera w walce”, możesz skupić swoją uwagę na tym procesie, zamiast angażować się w bycie faktycznym sparing-partnerem.

Kolejna rzecz to praktyka miłości i życzliwości. Możemy czuć się osłabieni i zagrożeni, gdy zalewa nas nienawiść i wrogość. Praktyka miłości i życzliwości pomaga nam uspokoić nasz układ nerwowy i poprawia nasze samopoczucie. Miłość i życzliwość również regulują sieć domyślnego trybu pracy naszego mózgu. Trening, który chcę Wam tutaj zaproponować  polega na wielokrotnym powtarzaniu pewnych fraz przez kilka minut:

„Niech będę napełniony/-a miłością i życzliwością, niech mi się dobrze powodzi; niech będę spokojny/-a i wewnętrznie spójna/-y, niech będę szczęśliwy/-a.” Możesz wyobrazić sobie, że życzliwa postać kieruje te frazy także w Twoją stronę, milczące skierowanie tych fraz w stronę obcego również pomaga nam poczuć się lepiej. Pozwala nam rozkodować, zdemontować i zdeaktywować nienawiść, gdy na nas ona spada. Ta praktyka jest częścią kultywowania zdrowego poczucia siebie, aby poradzić sobie z traumą i życiem.

Trzymaj wroga, nienawiść i cierpienie we właściwej perspektywie. Miłość i nienawiść, sympatia i antypatia, strach, niepewność, zagrożenie – to wszystko jest typowe dla psychologii człowieka. Wrogowie i nieprzyjazne sytuacje są powszechne, szczególnie dla tych, którzy są wrażliwi. Ale nasze mózgi zostały zbudowane tak, aby utrzymać nas przy życiu, najdłużej jak to możliwe, a nie dla szczęścia, dlatego często zbierają negatywne informacje i zagrożenia, nadając im nieproporcjonalną wagę.

Zachowanie równowagi i nie poddawanie się katastroficznym narracjom emocjonalnym wymaga od nas pracy. Ta praca nie sprawia, że zagrożenia znikają, ale pozwala nam odbić się i iść naprzód, stając się sposobem radzenia sobie z trudnymi sytuacjami i tzw. „wrogami”.

Kiedy stoimy w obliczu zagrożeń, możemy skupić się tym, co dobre i dające wsparcie w chwili obecnej. To pozwala nam zakotwiczyć się . Nie pozwalajmy swoim wrogom żyć za darmo w naszych umysłach. Przypomnijmy sobie przyjaciół, dobroczyńców, bliskich, osoby neutralne i całe dobro, jakie nam oni dostarczyli.

Dalej, możemy kultywować „umami” miłości, przyjaźni i współczucia.  „Nienawiść odbarwia duszę i zniekształca osobowość.” Dlatego warto jest pracować nad wewnętrzną narracją. Kiedy ktoś jest zaniepokojony, dodanie odrobiny dodatkowego „smaku” miłości, przyjaźni i współczucia do swojego życia wewnętrznego (może to być poprzez medytację) sprawia, że życie wewnętrzne i relacje smakują pełniej, bardziej wyraziście. Mniej cierpimy, a nasi „wrogowie” tracą swoją siłę.

“Umami” i dbanie o siebie pomaga zrobić sobie przerwę od mediów społecznościowych, unikać angażowania się w potyczki słowne z prowokatorem czy znaleźć taki sposób interakcji, który promuje poczucie wspólnoty i miłości. Czasami „odpowiadanie tym samym” jest konieczne, ale zazwyczaj pozostawia gorzki posmak, który wymaga naszego „umami”. Audre Lorde napisała: „Troszczenie się o siebie nie jest samozachwytem; to samozachowawcze działanie, a to akt walki politycznej.”

Kolejne, to po prostu poczucie humoru. Czasami śmiech jest najlepszym lekarstwem w starciu z nieprzyjacielem, w jakiejkolwiek nie byłby on postaci. Humor konstytuuje niejako naszą tożsamość, zwłaszcza gdy świat zewnetrzny chce nas zdeprecjonować oraz potwierdza rzeczywistość, gdy rozpowszechnia się dezinformacja i kłamstwa. Humor może zwrócić uwagę na absurdalność sytuacji, jaką tworzą tzw „wrogowie”. Humor potrafi obniżyć megalomanię do właściwych rozmiarów. 

I wreszcie: budujmy społeczności, które są wspierające. Wszyscy polegamy na współregulacji — regulowanie swoich emocji w towarzystwie drugiego człowieka i społeczności. Badania nad Holokaustem ujawniły, że więź choćby dwuosobowa była siłą przetrwania w trudnych warunkach. Musimy być razem, a nie traktować siebie jak konkurencję, aby przetrwać. I oczywiście, łatwiej jest kochać, gdy czujemy się kochani i wspierani.

Kochanie naszych wrogów to sposób przywracania do łask naszego człowieczeństwa, gdy „wrogowie” nas zdehumanizowali, zniekształcili i uciskali. Trzeba nam też pamiętać, że i nasi „wrogowie” są ludźmi. Miłość wymaga od nas przebaczenia, nie uwalając drugiego jednocześnie z odpowiedzialności. Przebaczenie oznacza pozbycie się naszych osobistych urazów i goryczy, podczas gdy dążymy jednocześnie do sprawiedliwości.

Potrzeba nam również przebaczyć samym sobie… za bycie ludźmi. Miłość, zwłaszcza ta nieograniczona, o której mówili Jezus, Budda, i wielu innych, zawsze jest pracą w toku, i ciągle uczymy się od siebie nawzajem, od naszych tzw.„wrogów” również. Mam nadzieję, że nasi „wrogowie” również mogą się nauczyć się czegoś od nas i wzrastać oraz pamiętać, że ci, których nienawidzą, także są ludźmi, i że wszyscy jesteśmy ze sobą powiązani. Mam nadzieję, że wszyscy wybierzemy rezygnację z nienawiści, strachu i cierpienia w naszej polityce, kulturze, społeczeństwach i umysłach, a zamiast tego wzmocnimy miłość, współczucie, rozum i wspólnotę.

Na zakończenie, w “Uczcie” Platona Sokrates wypowiada takie słowa: “Człowiek, który doświadcza tajemnicy miłości, będzie miał do czynienia nie z obrazem prawdy, ale z jej istotą. Kto jest świadomy tego błogosławieństwa ludzkiej natury, nigdzie nie znajdzie większego wsparcia niż w miłości”.